Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Dokąd pójść Artykuły Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca O nas Kontakt Lokalizacja Zarejestruj swoją pomoc CENNIK i druk zamówienia Polityka prywatności
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki Recenzje czytelników
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1270 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 156
sobota, 20 grudnia 2014 r.
imieniny: Bogumiła i Dominika
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Facet z fajką
Facet z fajką
Zmarł Bogdan Jarecki (1949 – 2010)

Jak ktoś kiedyś napisał, „Jarecki wymyśla różne dziwne rzeczy”. W Kaliszu wszyscy o tym wiedzieli. Najbardziej charakterystyczna postać ostatnich dekad. Rzeźbiarz, animator, wizjoner

 

– To będzie trudna rozmowa – rozpoczyna Helena Mnich, dyrektorka Ośrodka Kultury Plastycznej Wieża Ciśnień. – Bo ja Bogdana bardzo dobrze znałam. Pisać laurek nie ma po co. Bogdan – zniżenie tonu, nie słychać słowa – serdeczny, lojalny, uparty. Ludziom jeszcze mieszają się czasy: jedni mówią „był”, inni „jest”. Wieża Ciśnień też jest dzięki Jareckiemu.

Rzeźbiarz
Artysta urodził się w Kaliszu w 1949 r. Kiedy komputer w każdym domu należał do opowieści z gatunku fantastycznych, pracował w Centrali Maszyn Biurowych, co było zgodne z jego wykształceniem. Ukończył Technikum Mechaniczno-Elektryczne w Ostrowie Wlkp. Od lat można go było spotkać we własnym zakładzie zegarmistrzowskim przy ul. Górnośląskiej. Wystarczy spojrzeć na witrynę. Za szybą dziwna stara waga sklepowa dla fantazji pomalowana jaskrawo czerwoną farbą. W tle witraż czy wyrzeźbione głowy. Do tego zegarki. Wszystko razem jakby wyciągnięte z głowy surrealisty. Bo Jareckiego życiowo zajmowało zupełnie co innego. – Bogdana znałem od 1973 roku. Jego pierwsza pracownia działała przy Łaziennej – tego już chyba nikt nie pamięta – w takich katakumbach, chyba jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego [podziemia dzisiejszego budynku wydziału kultury i miejskiej biblioteki]. Tam wtedy koncentrowało się życie towarzysko-artystyczne – wspomina fotoreporter Wojciech Krenz. Na rzeźbienie miejsce znajdował dosłownie wszędzie, chociażby przed swoim blokiem.
Dalsza część oficjalnych not biograficznych brzmi: „W rodzinnym mieście uczęszczał do pracowni profesora Andrzeja Niekrasza, rozwijał talent u Andrzeja Ostapa w Bukareszcie”. Nazwiska nauczycieli służyły tylko do oficjalnych celów, to jest takich, które podkreślały status artysty. W peerelu być artystą z ministerialnym glejtem dawało sporo korzyści, np. upoważniało do zakupów w sklepach z materiałami plastycznymi. A tak naprawdę rzeźbiarz Bogdan swój talent rozwijał samowolnie i niezależnie, bez pomocy autorytetów czy artystycznych szkół. Poddanie się jakimkolwiek wymogom proceduralnym, czy ogólnie przyjętym normom nie leżało w jego charakterze. – Bogdan był krzykliwy, robił „wejścia”, ale potrafił był ciepły i sensownie rozmawiać. Nawet po najbardziej zawziętej dyskusji nigdy się nie obrażał –  mówi Helena Mnich. Wojciech Krenz o tym samym: – Miał swój styl. On był upierdliwy, bezpośredni i często bezczelny. Żeby się go pozbyć, to w końcu mu ustępowano i Bogdan stawiał na swoim. Był niepowtarzalny.
     
Animator
Najróżniej oceniane działania Jareckiego łączył jeden rys wspólny – były spektakularne. Animator Bogdan – przeciwnie do rzeźbiarza, który często wyrażał się w formach o nienachalnych gabarytach – potrzebował rozmachu. W 1980 r. z jego inicjatywy powstała Grupa Twórców Towarzystwa Miłośników Kalisza. Krenz mówi o niej „Grupa Trzynastu” (od 13 założycieli). Działali w niej głównie amatorzy, ale nie tylko. Zamysł był prosty: nieprofesjonaliści też bywają artystami, a skoro tak, to powinni mieć przestrzeń do swoich działań i stałe miejsce wystawiennicze. Nęciła stara wieża ciśnień przy ul. Górnośląskiej. Na początku lat 80. zobaczyć w nieużywanym obiekcie miejskich wodociągów przyszłą galerię, w tym mieście potrafił tylko Jarecki. Uparł się. Wieżę wychodził dla realizacji celów swojej grupy, remontował ją z oddaniem, dla idei (!) nosząc worki z cementem na własnych plecach i… szybko wymarzone miejsce stracił. Z radości. Po sylwestrze (nie)pamiętnego roku w wieży miał zostać – tu cytat – burdel. To był właściwy początek dzisiejszego Ośrodka Kultury Plastycznej.
Jarecki do tamtych wydarzeń nie chciał wracać. Po wieżowej aferze za miejsce nieokiełznanych lotów swoich muz obrał sobie podkaliskie Brzeziny. Tutaj dalej spełniał się jako animator i wizjoner. Organizował międzynarodowe plenery, został prezesem Brzezińskiej Fundacji Kultury i Rekreacji, powołał Dom  Pracy Twórczej – robił to, co chciał robić. – On miał zawsze tysiące planów, projektów i  uważał, że wszystko można zrobić w czynie społecznym. Czasy się zmieniały, a on ciągle pozostawał sobą – mówi dyrektor OKP.
Ostatnio marzył o wyjeździe do Chile. Chciał zobaczyć wnuki, dzieci swojego syna. 

Wizjoner
Bogdan Jarecki wydawał się marzeniem fotografików i karykaturzystów, przyciągał nietuzinkowością. Burza już od lat siwych włosów, przyciemnione okulary, kapelusz lub beret, apaszka, alternatywnie szalik, fajka, do tego sandały wkładane niezależnie od pory roku. Kiedy ktoś mu przypominał, że lato już się skończyło, upierał się, że nie dla niego. Sandały ewentualnie zamieniał na stare, wygodne buty, nowych nie tolerował. Skarpetki także uznawał za zbytek. Wbrew stereotypowym wyobrażeniom fajki w pracowni nie palił. Na ulicy, wśród ludzi, w czasie rozmów – wtedy tak, wtedy fajka spełniała swoją rolę, dopełniając obraz pierwszego oryginała tego miasta. Było w tym noszeniu się, bo nie ubieraniu się, coś z nonszalancji i coś z wiecznego protestu. Programowo stronił od wszelkich zakazów i nakazów. Kiedy wokół pojawiły się tabliczki „Tu nie wolno palić”, w swojej pracowni wywiesił: „Tu wolno palić”. – On był taki na przekór: w dni postne potrafił zamówić potrójnego schabowego, zawsze odwrotnie – przypomina sobie Asia, kelnerka z kaliskiego Kalmara. Popularnemu lokalowi był wierny, od lat pod tym adresem jadał obiady o 13. Ostatnio dłużej się nie pojawiał. Przyszedł w przeddzień. Wszystko się potoczyło normalnie. Usiadł, zagadał, uśmiechnął się, zamówił zupę (obowiązkowo bez makaronu) i drugie danie. Jak zwykle, połowę zjadł na miejscu, połowę wziął ze sobą do domu. Przy tym zestawie często gościło także piwo, zawsze życzył sobie butelkę w temperaturze pokojowej. Takie lubił.

Zegar-mistrz
Swoje rzeźby chętnie ofiarowywał miastu, czego symbolem pozostanie „Światowid” na drodze do Szałego (1980). Na jubileusz miasta 18,5 przygotował serię wiedźmowo-zjawowych kwiaciarek (wzdłuż Śródmiejskiej). Jak mu w duszy dobrze zagrało, to bywało – samowolnie ustawiał dzieła gdzieś w komunalnej przestrzeni. Taka na półlegalna historia przydarzyła się z siusiającym chłopcem pomiędzy „pałacykiem” MBP im. A. Asnyka a blaszakiem. Rzeźbę do dzisiaj pamięta wielu kaliszan. Nie wiadomo kiedy zniknęła. W mieście pompatycznych pomników Konopnickiej i Asnyka praca na swój sposób była prekursorska. Jako pierwszy w mieście Jarecki lansował modę na noszenie dzieci w nosidełkach (których nikt jeszcze nie znał) – on w tym celu używał zwykłego plecaka. Do przedszkola synów (bracia Nikodem i Mateusz chodzili do placówki przy Ostrowskiej) stworzył ławeczkę jamnika – wszystkie dzieci chciały na niej siadać. Swojej podstawówce „siódemce” ofiarował  rzeźbę „Mickiewicz”. Przygotował dziesiątki własnych wystaw. Uwielbiał fetować kolejne jubileusze na niwie artystycznej: 25-lecie świętował w Wieży Ciśnień, 35-lecie w Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku, 40-lecie w 2008 r. galerii BWA (dzisiaj im. Jana Tarasina). W środowisku powtarzano, że jak Bogdan skończy osiemdziesiątkę, to na pewno będzie świętował stulecie pracy twórczej. Taki miał rozpęd.
Trudno było go nie znać. Chodził z uśmiechem na twarzy, miał naturalną otwartość do ludzi. Podobno ostatnio w swoim zakładzie zegarmistrzowskim zajmował się głównie sprzedawaniem baterii. Do jego ulubionych klientek należały zakonnice. Kobiety zawsze go fascynowały. 
Bogdan Jarecki zmarł 23 września. Chorował, choć o tym nie mówił. W sobotę został pochowany na cmentarzu komunalnym. Miał 60 lat.

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Targowisko pod Tęczą powinno:
– zostać przeniesione
85%
– pozostać w dotychczasowym miejscu
6%
– zostać zlikwidowane
4%
– zostać zmodernizowane i zintegrowane z parkingiem
4%
– nie mam zdania
1%
zobacz poprzednie ankiety

Warning: fopen(_tmp/_query.txt) [function.fopen]: failed to open stream: No such file or directory in /usr/local/apache/www/htdocs/zyciekalisza.pl/main_class.php on line 214

Warning: fwrite(): supplied argument is not a valid stream resource in /usr/local/apache/www/htdocs/zyciekalisza.pl/main_class.php on line 215

Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /usr/local/apache/www/htdocs/zyciekalisza.pl/main_class.php on line 216
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotoreportaże

Więcej fotoreportaży:

Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 8.11

ocena: 7.78
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com