replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Artykuły Dokąd pójść Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Licytacje Publicystyka wiadomości z regionu Reklama
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1485 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 57
wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny: Anastazegoi
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
Pościg za pijanym kierowcą. Galeria Kalinka
Kalisz, jego wielka miłość
Kalisz, jego wielka miłość
Losy Adama Chodyńskiego (1832-1902)
Musiał sprawiać niezwykłe wrażenie. Już po śmierci z szacunkiem i dumą nazwano go historykiem miasta. Nikt nie był bardziej godzien tego miana. Na starej fotografii patrzy na nas smutnymi oczami Adam Chodyński – człowiek, który całe swoje życie poświęcił rodzinnemu Kaliszowi. Skromny, jakby nieśmiały, stał się badacz prawdziwą skarbnicą wiedzy o tajemnicach z przeszłości

Kiedy się rodził 16 grudnia 1832 r., było już po powstaniu listopadowym. Jeszcze niedawno żywiołowo rozwijający się Kalisz zamarł. Zaczął się pogrążać w trwających prawie pół wieku śnie i żałobie. Smutne małe miasto w smutnym kraju pozbawionym niepodległości. Wielu kolegów Chodyńskiego zmarło we wczesnej młodości, bo ówczesny Kalisz nękały jeszcze straszne zarazy. Dni od czasu do czasu rozjaśniały spacery po pięknym kaliskim parku, wizyty w teatrze i młodzieńcze przyjaźnie. Wszystkie te wydarzenia zostawiły trwały ślad we wspomnieniach Chodyńskiego. 
Ważną rolę w kształtowaniu osobowości naszego bohatera odegrał Józef Szaniawski, miejscowy archiwista, niepospolity znawca dawnych dokumentów i historii miasta. Pracując jako jego pomocnik Chodyński miał okazję zetknąć się ze średniowiecznymi dokumentami, o których współczesny historyk może już tylko pomarzyć. Wędrując po mieście wraz ze starszym od siebie archiwistą przyszły kronikarz zrozumiał, że pod warstwą szarej teraźniejszości z każdego kąta wyziera fascynujący świat przeszłości.

Nieba błękity
Nie mogło w tej historii zabraknąć także wielkiej romantycznej miłości. Młodzieniec był przecież poetą; choć rozmiłowany w przeszłości, chętnie zaglądał do położonej w pobliżu kościoła kanoników cukierni pana Rybarskiego. Chodyński zakochał się w Zofii, córce właściciela lokalu. Po wielu latach napisał: „Były oczy piękniejsze niż nieba błękity, o spojrzeniu anielskim, o rzęsach tęsknoty. Była panna ubrana w czarne aksamity i krzyżyk złoty. Więcej niż swoje życie ukochałem tę pannę w aksamicie”. 
Świadkiem rodzącego się uczucia stał się według legendy wielki głaz, przy którym spotykali się młodzi. Kamień leżał w podwórzu domu z cukiernią (ul. Kanonicka 4, obecnie budynek  naprzeciwko sklepu z modą młodzieżową). Były też z pewnością wspólne spacery do parku i przechadzki w tej jego części ogrodu, która nosiła wymowną nazwę „alei westchnień”.
Starania Adama o rękę Zofii w końcu zostały uwieńczone sukcesem. Niechętni marzycielowi rodzice ukochanej po długich oporach wyrazili zgodę na ślub. Wydawało się, że przed młodymi otworzyły się drzwi raju.

Igła
Dom Chodyńskich wydaje się niezwykle szczęśliwy; wkrótce wypełnia się radosnym szczebiotem gromadki dzieci. Najpierw rodzi się Jan, później Józef i Michał. Jest też dziewczynka o imieniu Zofia. Ojciec zapewnia rodzinie byt, pracując na posadzie w kaliskim sądzie. Kiedy w 1863 r. wybucha powstanie styczniowe, Adam nie weźmie w nim udziału. Tragedia narodowa w jego przypadku zbiegnie się tak nagle i dziwnie z osobistą. W 1866 r. w wieku zaledwie 30 lat nagle umiera ukochana żona. Okoliczności tej śmierci przekazała legenda. Przyczyną zgonu miało być pozornie niegroźne ukłucie igłą do robótek ręcznych. Wywołanego w ten sposób krwotoku nie udało się już zatrzymać.
Pozostała tęsknota. W rodzinie długo jeszcze przechowywano  album oprawiony w aksamitny safian, z wytłoczonym złoconym napisem: „Pamięci mej najdroższej Zosi”. Chodyński zapisał w nim dzieje swej miłości i tragedii: „Bo w tej trumnie złożono anioła w powicie/ tę moją panią w czarnym aksamicie.” Znów rolę w tej historii miał odegrać głaz z ulicy Kanonickiej. Zbolały małżonek kazał ułożyć połowę kamienia na grobie żony i wyryć na nim jej imię. Pozostała część znalazła się na grobie przedwcześnie zmarłych rodziców (zlikwidowany w 1947 r. grób znajdował się na cmentarzu miejskim).
Rok po śmierci żony dom Chodyńskich znowu okrywa się żałobą. Kolejno umierają Józef i Michał. „Pomarli, lecz nie dla mnie. Ja im zawsze bliski, bo miłość jest silniejsza niż śmierci pociski” – napisze w pamiątkowym epitafium.
Z dwójką pozostałych przy życiu dzieci nieszczęśnik z trudem wiąże koniec z końcem. Po krótkim pobycie na stanowiskach urzędniczych w Warcie, Słupcy i Uniejowie ponownie powrócił do Kalisza twierdząc, że nie może żyć z dala od umiłowanego miasta. Pracuje tutaj na stanowisku obrońcy kościelnego sądu konsystorskiego. Jego kancelaria przez jakiś czas mieściła się przy ul. Nadwodnej w domu Nieniewskiej przy moście Ogrodowskim (obecnie ul. Alfonsa Parczewskiego). Mieszkanie Chodyńskiego znajdowało się na ul. Mariańskiej, w miejscu gdzie dziś działa salon z antykami.
W 1885 r. ostatni ocalały syn, Jan, ginie zasztyletowany przez kolegę Rosjanina. Czyżby kolejna romantyczna tragedia z kobietą w tle? Z całej licznej gromady dzieci przy życiu pozostaje tylko córka Zofia, po mężu Marczewska.
Wszystko dla Kalisza
Nigdy nie odzyskał już pogody ducha. Nie znajdując szczęścia w świecie zewnętrznym, całego siebie oddał przeszłości miasta, w którym przyszło mu się urodzić. Odtąd pan Adam, jak go nazywano, będzie niestrudzenie ślęczeć nad starymi papierami, aby rozjaśnić historię rodzinnego grodu.
I tu znów spotkało go niepowodzenie. Planowana przez badacza seria wydawnicza – dziewięć tomów monumentalnej monografii Kalisza – nie mogła się ukazać tak ze względów cenzorskich, jak i z braku zainteresowania ze strony czytelników. O wydarzeniach tych pisał: „Z boleścią (a może nawet ze wstydem) wyznać publicznie to muszę, żem pragnął memu rodzinnemu miastu przysłużyć się zbiorem monografii opracowanych sumiennie i to nie w oparciu o kompilacje książkowe, lecz źródła historyczne z akt (...) W tym celu nie żałowałem ani pracy nad ich wertowanie, ani kosztów podróży do archiwów. Była to wszakże myśl uwieńczona niepowodzeniem wydawcy i wielką dozą strat poniesionych przeze mnie. Wobec takiego „powodzenia” (...) nie tknę się już więcej tej „kaliskiej gleby” (...) Kto wie, ile kosztuje ciężkiej pracy odszukanie choćby jednej daty w stosach akt, ten zrozumie, jak to boli, gdy owoce mrówczych, całonocnych studiów, owoce zaparcia się „walki o byt”, a właściwe walki o bogactwo, idą na marne”.
Danego słowa nie dotrzymał, dalej pracując dla dobra miasta. W 1869 r. Chodyński bardzo zaangażował się jako redaktor naczelny w dzieło tworzenia miejscowej gazety – „Kaliszanina”. Zawistnicy rozpuścili zaraz pogłoski, że nie będzie miał teraz czasu dla swoich klientów w sądzie konsystorskim. Złośliwa plotka zrobiła swoje. Chodyński ustąpił ze stanowiska i... funkcję naczelnego sprawował nieoficjalnie.
„Kaliszanin” to odrębna historia w życiu miasta i  twórcy tej gazety. Nie mogąc wydać drukiem swoich prac, w miarę możliwości Chodyński publikował je na łamach czasopisma. Kalisz znał jak nikt. Kościelne strychy, zapomniane podziemia, prywatne zbiory rodzinne – wszędzie tam dotarł, szukając materiałów. W swojej pracy nie pomijał najdrobniejszych szczegółów, mając świadomość jak  nietrwałe są dawne dokumenty. „Historia to nie powieść – pisał – to czyny minione, a kto je kreśli, ten winien zapomnieć o wszystkim i o wszystkich. Względy religijne i narodowe, osobiste pojęcia i namiętności w obliczu owej prawdy dziejowej zamilknąć winny.” To jego motto pracy historycznej, świadczące o znajomości myśli ojca nowoczesnej historiografii, Leopolda von Rankego, stosował w praktyce. Sam niezwykle pobożny (dwóch braci Adama zostało duchownymi), nie wahał się przedstawić czarnych kart w historii kaliskich zakonów i kościołów. Stał się człowiekiem-instytucją, wypowiadającym się nie tylko na temat przeszłości, ale również teraźniejszości i przyszłości nadprośniańskiego grodu. Oczyma wyobraźni zamiast zaściankowego miasteczka kreślił obrazy prawdziwie europejskiego miasta, w którym kwitnie przemysł, kultura i sztuka. Po części jego marzenia się spełniły. Kiedy umierał, Kalisz otrzymywał właśnie połączenie kolejowe, które znacząco zmieniło oblicze starego grodu.
Pogrzeb miał stosunkowo skromny. Wzięła w nim udział garstka starych przyjaciół, o czym z żalem donosiła „Gazeta Kaliska”. Pochowano go na cmentarzu miejskim u boku żony i dzieci, pod głazem przeniesionym z ulicy Kanonickiej.  Na skromnej tablicy pamiątkowej, ufundowanej przez przyjaciół w kościele św. Mikołaja, napisano: „Założycielowi „Kaliszanina”, zasłużonemu historykowi miasta, zacnemu człowiekowi”. Z tych skromnych tytułów był chyba najbardziej dumny.

      Dzieło    
Rękopisy Chodyńskiego, często nigdy nie wydane, poginęły w zawieruchach dziejowych. Skromny ich zbiór przechowuje Archiwum Diecezjalne we Włocławku. Rodzinny album z wierszami ku czci Zofii spłonął podczas powstania warszawskiego, a ogłoszone drukiem prace jego autorstwa należą do bibliofilskiej rzadkości. Cała prawda o tym niezwykłym człowieku ocalała jedynie w pożółkłych od starości rocznikach „Kaliszanina”.  Warto podkreślić wysoki walor literacki pism historycznych Chodyńskiego. Pod jego piórem prawdziwie powracały do życia minione wydarzenia i ludzie. Dziś już nieliczni historycy potrafią tak pisać, łącząc naukowość z subtelnie odmalowanym obrazem przeszłości. 
Czy Kalisz pamięta o swoim wielkim admiratorze? Od 1930 r. imię historyka nosi mała uliczka, przecinająca ulicę Zamkową (dawniej Poprzeczno-Warszawska). Jest też on patronem kaliskich przewodników PTTK i gimnazjum w Cekowie Kolonii. Grób Chodyńskiego na cmentarzu miejskim jako pierwszy był konserwowany ze środków społecznej kwesty. Chociaż ten skromny człowiek nigdy nie zabiegał o zaszczyty, to chyba jednak za mało, aby oddać szacunek niezwykłemu historykowi miasta.

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz
« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy pójście na zwolnienie lekarskie jest dobrą formą protestu?
Nie
64%
Tak
35%
Nie mam zdania
1%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 8.00

ocena: 7.40
Fotoreportaże
Święto Niepodległości w Kaliszu
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com