replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Artykuły Dokąd pójść Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Licytacje Publicystyka wiadomości z regionu Reklama
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1494 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 66
poniedziałek, 25 marca 2019 r.
imieniny: Marii i Wieńczysława
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
Pościg za pijanym kierowcą. Galeria Kalinka
Ostatnie dni prezydenta

Nie było sądu, ani zwłok. Miejsce jedynie przybliżone. Różni ludzie zeznawali różne rzeczy. Z kilku wersji przyjęto najbardziej prawdopodobną. Ostatniego przedwojennego prezydenta Kalisza Ignacego Bujnickiego Niemcy rozstrzelali w listopadzie 1939 r. na kircholu

– Było to 13 października 1939 r. Gdy zorientowaliśmy się, że matkę aresztowano, brat mój pojechał na rowerze pod Błaszki, aby ostrzec ojca – zeznaje Alicja Milewska, córka Ignacego Bujnickiego. W roku wybuchu wojny Alicja miała 15 lat. Razem z bratem Leszkiem tamtego lata, pod koniec sierpnia, została wysłana do rodziny w Warszawie. Tak miało być bezpieczniej. Rodzice zostali w Kaliszu. –  Wiem później z opowiadań rodziców, że matka autobusem ewakuacyjnym ze Zbierska dostała się do Warszawy, a ojciec na motocyklu opuścił Kalisz razem z wojskiem.  – Nie pamiętam dokładnie, ale było to albo w sobotę wieczorem, tj. 2 września 1939 r., albo w niedzielę rano, tj. 3 września, gdy pan Bujnicki przyszedł się ze mną pożegnać, wypłacił mi 3-miesięczną pensję, powiedział mi, żebym pilnowała mieszkania i sam wyjechał na motocyklu z Kalisza – układa bieg wypadków Józefa Gierzak, przedwojenna pomoc domowa rodziny prezydenta. Jej zeznania są podpisane niewprawnie, trzęsącą się ręką osoby leciwej lub nieprzyzwyczajonej do pióra i papieru. W czasach pokoju rodzina głowy miasta mieszkała na drugim piętrze ratusza. Pilnując dobytku, jak długo było to możliwe, Józefa stała się bezpośrednim świadkiem przejęcia władzy przez okupantów.

Prezydent elektryk 
Ludzie dobrze wspominali Bujnickiego jako pracodawcę. – Wiem, że przed 1 września 1939 r. wszyscy pracownicy etatowi Zarządu Miejskiego w Kaliszu otrzymali 3-miesięczne uposażenie z góry, a kontraktowi, tak jak ja, jak zwykle normalne uposażenie za przepracowany miesiąc z dołu – mówi jedna z pracownic urzędu. – Wiem, że Bujnicki polecił mi osobiście w ostatnim tygodniu przed wojną przygotować listy wypłat dla pracowników fizycznych wydziału i troszczył się, aby zdążyli oni jeszcze otrzymać pieniądze 2 września, mimo że normalnie powinni oni otrzymać te pieniądze we wtorek, tj. 5 września.
Ignacy Adam Bujnicki-Nieściuszko, jak brzmiało pełne nazwisko prezydenta, z wykształcenia był inżynierem mechanikiem. Student Politechniki Lwowskiej i absolwent Politechniki Petersburskiej tytuł otrzymał w roku wybuchu rewolucji październikowej. We Lwowie działał w Związku Strzeleckim, organizacji, która dała podstawy do budowania struktur Legionów Polskich. Urodzony w 1891 r. na Wileńszczyźnie, Bujnicki przyjechał do Kalisz jako nastolatek. Od młodzieńczych lat angażował się politycznie. Za udział w strajku 1905 r. został wyrzucony ze Szkoły Realnej; naukę ukończył w Szkole Handlowej. Po studiach, pracy m.in. w Carycynie (Wołgograd) i Polskiej Misji Repatriacyjnej w Gałaczu (Rumunia) oraz służbie w wojsku i udziale w wojnie 1920 r. wrócił do Kalisza. Dał się tutaj poznać jako sanacyjny działacz politycznie związany z Bezpartyjnym Blokiem Współpracy z Rządem (BBWR), ale przede wszystkim jako specjalista od spraw elektryfikacji. Jego wybór na prezydenta miasta w 1937 r. był mocno krytykowany przez opozycję. W prasie pojawiły się zarzuty o przekupienie pięciu radnych w czasie wyborów. Sprawa nie została do końca wyjaśniona. W drugiej roli Bujnicki spełniał się znakomicie. Najpierw prowadził małą elektrownią miejską w al. Józefiny, na początku lat 30. objął kierownictwo budowy, a następnie szefował nowej elektrowni w Piwonicach. Z biegiem lat w regionie stał się rzecznikiem elektryfikacji forsującym Kalisz na węzłowy punkt przyszłej sieci państwowej wysokiego napięcia.

Gorączka 39
Wojnę czuło się w powietrzu. – Przypominam sobie, że na około 2 miesiące przed wybuchem wojny do naszego wydziału został przeniesiony b. kierownik Działu Administracyjnego Bartel, o którym mówiono, że jest Niemcem. Przypuszczam, że Bartla przeniesiono z Działu Administracyjnego, gdyż tam się znajdowała ewidencja wojskowa, a przed wybuchem wojny panowała epidemia podejrzliwości w stosunku do osób pochodzenia niemieckiego. To przeniesienie komentowano ironicznie, gdyż w Wydziale Budowlanym znajdowały się plany miasta – zeznaje pracownica urzędu. 
W Kaliszu, jak w całym kraju, podczas zgromadzeń publicznych często dochodziło do patriotycznych wystąpień o antyniemieckim wydźwięku. Bujnicki był jednym z autorów podobnych przemówień. Nigdy się nie krył ze swoimi poglądami. 
Po zamknięciu spraw urzędowych w pierwszych dniach września 1939  r. prezydent pożegnał się z gosposią, wsiadł na motocykl i dotarł do Warszawy. Stamtąd cała rodzina ewakuowała się na wschód. Dotarli aż pod Brody w województwie lwowskim. W październiku rozpoczęła się ucieczka w drugą stronę. Po drodze w Sieradzu Bujnicki został ostrzeżony przed Niemcami. Zapadła decyzja: Ignacy zostaje u znajomych w okolicach Błaszek, jego żona Halina z dziećmi wraca do Kalisza.
Pierwsze kroki prezydentowa skieruje do ratusza. – Z powojennych opowiadań mojej teściowej wiem, że zgłosiła się ona do władz niemieckich, które urzędowały w ratuszu, w sprawie swoich rzeczy i mebli. (…) Niemcy zagrozili wtedy jej aresztowaniem oraz aresztowaniem jej syna, żądając od niej podania miejsca pobytu jej męża – mówi Zygmunt Milewski, mąż Alicji. Józefa Gierzak dodaje: – Pamiętam, że pewnego dnia, daty jednak sobie nie przypominam, Niemcy zawołali mnie na dół do ratusza, gdzie zobaczyłam panią Bujnicką, a wówczas zapytano mnie, kto to jest. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że to jest żona prezydenta miasta.
Chroniąc dziecko, Bujnicka powiedziała o Błaszkach. Leszek, mimo starań, nie zdążył uprzedzić ojca. Prezydent został aresztowany wraz z żoną. W pierwszych dniach grudnia 1939 r. pod klucz dostała się także ich córka. Do ratuszowych piwnic, gdzie Niemcy zorganizowali areszt, dziewczyna trafiła zamiast swojego brata. Leszek zabrany przez rodzinę do Warszawy uniknął więzienia. Przed aresztowaniem Alicja dostała pozwolenia na jednorazowe spotkanie z ojcem: – W czasie tego widzenia ojciec prosił mnie, abym zakradła się do naszego dawnego mieszkania w ratuszu, które wówczas zajmowali Niemcy, i z gabinetu zabrała plik jakiś papierów, o ile pamiętam, miały to być brudnopisy przemówień ojca. Klucze do mieszkania udostępniła dawna służąca Józefa. – (…) Papiery, o które prosił ojciec, znalazłam na miejscu i zniszczyłam je.     

„Wiozą nas na stracenie”
Zeznaje Ignacy Kardoliński, przed wojną współwłaściciel znanej lokalnej firmy produkującej ogrodzenia oraz aktywny działacz Stronnictwa Narodowego, aresztowany w drugim miesiącu wojny: – Pewnego dnia, raczej na początku mego pobytu w więzieniu, widziałem jak Niemcy przyprowadzili do więzienia na parter byłego prezydenta Bujnickiego. Obok niego stała jakaś kobieta, przypuszczalnie jego żona. Pamiętam, że Bujnickiemu strażnik wskazał drzwi celi, do której ten bez oporu wszedł. Prawdopodobnie były to ostatnie wspólne chwile małżonków. Ignacy Kardoliński: – Drugi raz Bujnickiego widziałem chyba 11 listopada 1939 r. Data ta moim zdaniem jest pewna. Umieszczono nas w jednym autobusie i zawieziono do budynku Gestapo przy ul. Jasnej. W autobusie Bujnicki siedział obok mnie i w pewnym momencie odezwał się, że wiozą nas na stracenie. Ja na to odpowiedziałem, że trzeba mówić pacierz. W budynku na Jasnej ustawiona nas twarzą do ściany z rękoma podniesionymi do góry i nie wolno było się oglądać. Niemcy bili niektórych z nas. Bujnicki stał ramię w ramię za mną. Po przesłuchaniu sprowadzono mnie ponownie na dół, a po mnie sprowadzono Bujnickiego. Słyszałem, że Bujnickiemu polecano oddać zegarek, obrączkę oraz pieniądze (…) Pobyt na Gestapo trwał ok. 3 godzin, a potem mnie oraz innych więźniów z powrotem przewieziono do więzienia. Bujnicki do więzienia ze mną nie wrócił (…).

Co widział Pinczewski?
Dalsze wydarzenia pozwalają zrekonstruować zeznania Zofii Nowak: – Przed wojną mieszkałam wraz mężem lekarzem w Kaliszu i pod firmą męża prowadziłam gabinet fizykoterapii. Było to pod koniec 1939 r. lub na początku 1940 r., gdy do mojego gabinetu zgłosił się niejaki Jan Pinczewski, z pochodzenia Żyd, który przedstawił się jako kierownik roboczej grupy żydowskiej zatrudnionej przez Niemców. Był on u mnie kilkakrotnie i naświetlałam go diotermą. Podczas jego ostatniej wizyty był bardzo wzburzony i opowiedział mi, że był naocznym świadkiem rozstrzelania przez Niemców prezydenta Bujnickiego na cmentarzu żydowskim – kirchol [w ten sposób przed wojną określano stary cmentarz żydowski przy Nowym Świecie, zlikwidowany przez hitlerowców]. Bujnicki miał być tam przewieziony wraz z kilkoma innymi osobami i następnie rozstrzelany. Miał się on według Pinczewskiego zachować z godnością.
Czy prezydent został dobrze rozpoznany? Pinczewski opisał rozstrzelanego jako przystojnego bruneta, co odpowiada podobiznom Bujnickiego znanych z przedwojennych fotografii. Kierownik grupy roboczej obiecał Zofii przynieść plan miejsca egzekucji, ale w zakładzie fizykoterapii kolejny raz już się nie pojawił. W czasie ostatniej wizyty bał się o swoje życie. 
W innych zeznaniach jako prawdopodobne miejsce rozstrzelania prezydenta pojawia się lasek winiarski, droga na Turek, a nawet więzienie w Rawiczu. Do bezpośrednich świadków egzekucji nikt nie dotarł. Rodzina nigdy nie otrzymała żadnego oficjalnego powiadomienia o śmierci. – Po zakończeniu działań wojennych, gdy wróciliśmy do Kalisza, ja osobiście byłam w czasie ekshumacji zwłok w toku zbiorowych egzekucji w Winiarach pod Kaliszem i na cmentarzu żydowskim leżącym za miastem za mauzoleum [nieistniejące mauzoleum legionistów; chodzi o nowy cmentarz żydowski przy Podmiejskiej]. W Winiarach zwłoki były nieźle zachowane, zachowana również była odzież, także mogę stwierdzić, że tam ojca nie było. Natomiast na cmentarzu żydowskim były tylko szczątki kostne zwłok oraz różne drobiazgi – zaświadcza Alicja Milewska.

Akt ostatni
Sprawa o stwierdzenie zgonu Ignacego Bujnickiego odbyła się 12 kwietnia 1950 r. przed Sądem Grodzkim w Kaliszu. Wzięto pod uwagę zeznania dwóch osób, Zofii Nowak oraz Amelii Ulrich, matki chrzestnej córki prezydenta. Amelia powiedziała: – (…) Wiosną 1940 r. udałam się na cmentarz żydowski, gdzie od dozorcy cmentarnego, również później zlikwidowanego, dowiedziałam się, że Bujnicki został w tym czasie rozstrzelany i pochowany niedaleko bramy cmentarnej. Miejsce jednak to było wówczas zrównane i rosła tam kapusta.
Tereny dawnego cmentarza rozpościerają się od dzisiejszego Pogotowia Ratunkowego. Postać inż. Ignacego Bujnickiego, w latach 1937-1939 prezydenta miasta Kalisza, upamiętnia tablica na gmachu Energetyki (dzisiaj Energa-Operator SA) w al. Wolności. 

Cytaty wykorzystane w tekście pochodzą z dokumentów (Protokoły przesłuchania świadków złożone przed Okręgową Komisją Badań Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w 1971 r.) należących do zespołu akt Spuścizna Tadeusza Martyna, przechowywanych w kaliskim Archiwum Państwowym. Prezentowane zdjęcie pochodzi z wystawy jubileuszowej Energetyki Kaliskiej zorganizowanej w 2006 r. 

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz
     


 
 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy wzorem Warszawy prezydent Kalisza powinien podpisać tzw. kartę LGBT?
Tak
57%
Nie
41%
Nie mam zdania
1%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 8.00

ocena: 7.40
Fotoreportaże
Święto Niepodległości w Kaliszu
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com