replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Artykuły Dokąd pójść Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Licytacje Publicystyka wiadomości z regionu Reklama
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1494 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 66
poniedziałek, 25 marca 2019 r.
imieniny: Marii i Wieńczysława
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
Pościg za pijanym kierowcą. Galeria Kalinka
Z wizytą w kaliskich dworach
Z wizytą w kaliskich dworach

Wyganowscy, właściciele Złotnik Wielkich, podobnie jak Karśniccy z Majkowa słynęli z troski, jaką otaczali swoich włościan. Ich przeciwieństwem miał być Maciej Chełkowski, dziedzic Borkowa, znany z oryginalnych upodobań i żony Holenderki. Ziemia kaliska chełpiła się niegdyś urodą swoich dworków 

Krajobraz
„Piękna jest ziemia kaliska – pisał Mieczysław Jałowiecki, arystokrata, dyplomata, w końcu ziemianin gospodarzący w majątku Kamień. – Kolej prowadząca z Warszawy do Wielkopolski przecina monotonne równiny sochaczewskie i banalne okolice uprzemysłowionej Łodzi, by za Sieradzem wbiegać w odmienny kraj. Przez otwarte okno wagonu wlewa się już inne, czyste powietrze, przesiąknięte zapachem miodu z kwitnących pól białej koniczyny i wysadków buraczanych (…) Gdzieś na widnokręgu mignie czasem ciemna smuga lasu, zabieleją wieże kościelne lub białe ściany dworów i znowu pojawiają się szerokie jak morze, falujące pola złotej pszenicy lub ciemna zieleń buraków”. Obdarzony krytycznym zmysłem obserwacji, Mieczysław Pieriejasławski–Jałowiecki, jak brzmiało pełne nazwisko rodowe autora „Requiem dla ziemiaństwa”, bywał w różnych rejonach Europy i Rosji, dlatego tym bardziej chce się ufać jego opisowi ziemi nam najbliższej. „Nie jest to już Królestwo, nie jest też Poznańskie, to inny, zamknięty w sobie, osobliwy kraj, będący pograniczem dawnej Wielkopolski, to dawniejsza gubernia kaliska, której najpiękniejszym klejnotem jest sam powiat Kalisz” – konkludował.
W takich okolicznościach przyrody do wybuchu II wojny światowej kwitło życie ziemiańskie. Rosło na kilku pożywkach: historii i politykowaniu, gospodarce i myślistwu oraz rozrywce i plotkach. 

Holenderka na Borkowie
Holenderka na wsi polskiej – rzecz niezwyczajna. Toteż nowej pani z zaciekawieniem oczekiwała nie tylko borkowska służba, ale również cała okolica. Maria Louise v. Bt. Croiset van Uchelen Kemblan, po mężu Chełkowska była podwójnie egzotyczna: urodziła się na Jawie, gdzie jej ojciec pełnił funkcję kolonialnego urzędnika. Jak wyglądała? Ze znanej nam odbitki fotografii można jedynie wnioskować, że była osobą szczupłą, swojemu postawnemu mężowi Maciejowi sięgała zaledwie do ramienia. Więcej koloru do tego opisu doda Jałowiecki, znany z bezpretensjonalności wydawanych sądów. Według niego pani Chełkowska była „dziwną mieszaniną ras i krwi, jakby powstała z egzotycznego skojarzenia banana z papugą”. Z kąśliwej uwagi można wnioskować, że Maria Louise wyróżniała się na tle polskiego krajobrazu. Czy decydowała o tym uroda – rzecz względna, ale z pewnością świadczyły o tym zainteresowania, pasje kolekcjonerskie i sposób prowadzenia domu oryginalnej gospodyni. „Jest tu i miniaturowy bar, kącik wschodni, wiele pięknie, nowocześnie urządzonych pokojów oraz szereg ciekawych drobiazgów z różnych krajów” – opisywała Borków nierozpoznana z imienia Kazanowska w swojej tużprzedwojennej relacji z wizyt w kaliskich dworach.
Czy kaliska Holenderka była miłośniczką twórczości Irlandki Eileen Gray, wówczas supernowoczesnej projektantki, inspirującej się egzotyką z wielu części świata? Art deco – kierunek, w który w latach 20. nadawał rytm sztuce, był ostatnim śpiewem wyrafinowanej elegancji. Być może jego enklawą stał się podkaliski Borków z czasów zagranicznej dziedziczki. Jałowiecki w charakterystycznym dla siebie stylu, nie bawiąc się w niuanse napisze, że Maria Louise „przywiozła ze sobą kolekcję oryginalnych ozdób, które można było uczepić do uszu, nosa lub na wargę”. Doda jednak sprawiedliwie, że w domu Chełkowskich gości podejmowano z klasą, racząc przy tym przekąskami i potrawami z indonezyjsko–holenderskiej kuchni. „Jadąc jednak do Borkowa – nadmieni – trzeba było dobrze zaopatrzyć stangreta lub szofera, bo zasadniczo służba gości trzymana była prawie na suchym chlebie”.
Jeżeli prawdziwą damę oprócz znajomości etykiety i stroju, wyróżniała znajomość języków, to Maria Louise była nią po wielekroć. Po wyjściu za mąż do dziewięciu już sobie znanych, w tym jawajskiego i malajskiego, Holenderka ze skrupulatnością dołączały polski. „Podczas mojego pobytu w Borkowie – relacjonuje Kazanowska – miało miejsce zabawne zdarzenie;  p. Chełkowska, chcąc wydać polecenie służbie, aby szukała jakiegoś przedmiotu, użyła zamiast słowa „szukać”, słowa „szczekać”. Wynikło z tego śmieszne nieporozumienie, a p. Chełkowska z zapałem poczęła się uczyć rozróżniania trzech słów: „czekać”, „szukać” i „szczekać”.
Za Chełkowskich w fasadzie dworu dodano neoklasycystyczną część ze ścianką attykową zwieńczoną panopliami (ozdoba składająca się z motywów uzbrojenia) oraz portyk w wielkim porządku (kolumny biegnące w tym przypadku przez dwie kondygnacje) nadający bryle charakteru arystokratycznej rezydencji. Ten ton dobrze współgrał z dobrze pojętym  snobizmem właścicieli majątku.

Kamień generała Umińskiego
Sarkazm wypowiedzi Jałowieckiego w odniesieniu do Borkowa staje się zrozumiały dopiero po wizycie w jego kaliskim domu. Poprzez ożenek z Zofią Ramocką Mieczysław został panem na Kamieniu. Sądząc z opisów, w jego dworze przede wszystkim pielęgnowano tradycje, którego symbolem stał się portret generała Jana Nepomucena Umińskiego, prapradziadka gospodyni. Szlachcic wysokiej rangi dosłużył się podczas wojen napoleońskich; z własnych pieniędzy wystawił pułk huzarów, walczył pod Borodino i jako pierwszy miał wkroczyć do płonącej Moskwy. Niestety waleczność i duch ofiarności Umińskiego odbiły się fatalnie na sytuacji finansowej majątku. Katastrofy uniknięto tylko dzięki roztropności córek, wnuczek i prawnuczek generała –  Kamień ośmiokrotnie był dziedziczony po kądzieli. Inne pamiątki po sławnym przodku, mundur oraz pistolety ofiarowane mu przez ks. Józefa Poniatowskiego, Zofia miała przekazać do muzeum w Warszawie. Ciekawe, w których zbiorach, jeżeli przetrwały czasy wojny, należałoby dzisiaj ich szukać? Generała uhonorowano wieloma odznaczeniami, wśród nich orderem Virtuti Militari przechowywanym w rodzinnej kolekcji.
Podobne skarby musiały zdobić ściany innych kaliskich dworów. „Kaliszanie to nie tylko dobrzy gospodarze i myśliwi, ale także naród bitny (…) Co trzeci Kaliszanin to kawaler Krzyża Walecznych, co dziesiąty to kawaler Virtuti Militari” – stwierdza Jałowiecki. Osobie, która jako wysoki urzędnik administracji carskiej widziała z bliska rozpad Imperium Rosyjskiego w 1917 r., szczególnie imponowało zaangażowanie ziemian w wojnę z bolszewikami (203 pułk ułanów zasłużony w bitwach z armią sowiecką w dużej mierze tworzyli synowie kaliskich ziemian).
Liczyły się drobne – ważne gesty. W 1923 r. w czasie pobytu prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego w Kaliszu, wychowanka Gimnazjum im. A. Asnyka, Jałowiecki oddał do dyspozycji swój reprezentacyjny powóz, zaprzężony w czwórkę karych koni. Z powodu obiadu z wojewodą, wizytującego powiat kaliski, w Kamieniu życie straciły dwie najlepsze gęsi, aby gospodyni mogła się popisać swoim najwspanialszym daniem – roladą z gęsiny. Notabene pan Mieczysław nie wydał najlepszej opinii ani o wojewodzie Hauke–Nowaku, ani o organizacji jego kilkakrotnie przekładanej wizyty w Kamieniu.
Bez względu na zapatrywania polityczne i wrodzoną ciętość spostrzeżeń w domu Jałowieckich, wzorowym dworku polskim, liczyła się przede wszystkim gościnność i gospodarność oraz sprawne zarządzanie. Tylko połączenie tych cech pozwoliło zapowiadany obiad na 12 osób – w oka mgnieniu i adekwatnie do sytuacji – zamienić w przyjęcie dla niemal trzykrotnie większej liczby gości, którzy zjechali wraz z wojewodą.

Pustka w krajobrazie
Każdy z dworów miał swoje mniej lub bardziej rozbudowane zbiory, zwyczaje i ceremonie, które stanowiły o odrębności, a jednocześnie zaświadczały o przynależności do jednej klasy społecznej. „Jeżeli się mówi o uroku polskich dworów, to w pierwszym rzędzie na określenie to zasługują dwory w Kaliskiem. Nie spotyka się tu dworu zaniedbanego, opuszczonego, sprawiającego wrażenie ruiny. Każdy dwór jest świetnie utrzymany, upiększony kwieciem, okolony pięknym parkiem. Tonie w powodzi kwiatów i zieleni. Równie pochlebne słowa można powiedzieć o właścicielach majątków, którzy wzorowo gospodarują, ciężko pracując na swej ziemi” – pisała Kazanowska. I nawet jeśli w słowach tych musiała się znaleźć kropla kurtuazji dla goszczących autorkę w swoich dobrach, to nikt nie zaprzeczy, że jej opis dobrze obrazuje dotkliwą pustkę we współczesnym krajobrazie.

Cytaty za: Mieczysław Jałowiecki, Requiem dla ziemiaństwa, Warszawa 2003; S. Kazanowska, Dwory w Kaliskiem, „AS. Ilustrowany Magazyn Tygodniowy”, nr 49, 1938, s. 18–19. Autorzy dziękują  Andrzejowi Zmyślonemu, Adamowi Borowiakowi, dyrektorowi MBP im. A. Asnyka w Kaliszu za udostępnienie nadbitki artykułu. 

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy wzorem Warszawy prezydent Kalisza powinien podpisać tzw. kartę LGBT?
Tak
57%
Nie
41%
Nie mam zdania
1%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 8.00

ocena: 7.40
Fotoreportaże
Święto Niepodległości w Kaliszu
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com