replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Artykuły Dokąd pójść Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Licytacje Publicystyka wiadomości z regionu Reklama
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1444 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 16
niedziela, 22 kwietnia 2018 r.
imieniny: Leona i Łukasza
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
Pościg za pijanym kierowcą. Galeria Kalinka
Jak to z jatkami było
Jak to z jatkami było

Najbardziej znane stały przy ul. Rzeźniczej, pod koniec XIX stulecia przeniesiono je wzdłuż ulicy biegnącej nad kanałem Babinki. W międzywojniu wybudowano kolejne w podwórzu kamienicy przy Nowym Rynku. Jatek od czasów średniowiecza było w Kaliszu bez liku

Po łacinie macellum lub
    mensa carnifiucium (ława rzeźnicza), w języku polskim jatki. Kramy handlu mięsem, ale dawniej także miejsca, gdzie zabijano zwierzęta. Z czasem taką samą nazwą zaczęto określać inne budy sprzedaży towarów wyrabianych przez cechowych rzemieślników. Dzieje jatek z ul. Rzeźniczej świetnie pokazują przemiany kramów w mieście.

Arkady dla chleba
Historia miejsca, o którym dzisiaj piszemy, zaczyna się od „wielkiej pogorzeli” grodu w 1792 r. Do pożaru na zakupy chodzono przed ratusz (gotycki z wysoką wieżą), gdzie – jak pisał już Bogumił Kunicki – stały kupieckie magazyny (kapusze), budy śledziowe, ale także ławy rzeźnicze, jatki szewskie i piętrowe piekarskie ze stołami do sprzedaży chleba. Po katastrofie, której znakiem na długie lata pozostały ruiny ratusza, 20 kramów rzeźniczych umiejscowiono „przy ulicy wychodzącej z rynku, a mającej koniec na przecięciu z ulicą Sukienniczą”. Działo się to już pod rządami pruskimi. W tym czasie zaczyna się upowszechniać nazwa ulicy Rzeźniczej, na starych planach określanej jako Szczupakowa, a potem Szkocka. 
Piekarze nie mieli swojego miejsca. Chleb sprzedawano bezpośrednio z domów lub z rozrzuconych w mieście budek. Trudno powiedzieć, na ile ten sposób był niedogodny dla mieszkańców, ale na pewno burzył porządek. Toteż jesienią 1804 r. ówczesne władze za roczną opłatą uzyskały zgodę od franciszkanów na udostępnienie piekarzom furty klasztornej. Taki stan trwał przez siedem kolejnych lat, do grudnia 1811 r., kiedy zakonnicy umęczeni wiecznymi kłótniami wzniecanymi bezpośrednio pod ich oknami, podziękowali handlującym. I tak piekarze wrócili z powrotem na ratuszowy plac, choć długo tutaj miejsca na zagrzali. Wystawiono wprawdzie kilka nowych bud, ale było ich ciągle za mało. Znowu ratowano się sprzedażą w sieniach i mieszkaniach. Krzyki i awantury, do których przy okazji dochodziło, rozsierdziły prezydenta Augusta Hertza. W sierpniu 1820 r. zagroził on, że za zakłócenie spokoju będzie karał nie tylko pieniężnie, ale także rózgami.
Czy prezydenckie kary pomogły? Pewnie na krótko. Nic się nie zmieniło do wiosny 1834 r., kiedy kolejny prezydent Jan Opieliński podjął decyzję o przebudowie jatek z Rzeźniczej, wtedy już zrujnowanych, na 40 kramów chlebowy. Za 1.256 rubli i 86 kopiejek zadania podjął się cieśla kaliski Karol Kaim. Od kwoty potrącono wartość drzewa dostarczonego z miejskich lasów. 
Nowe jatki oddano jesienią. Według zachowanego opisu były one „murowane, w części pod dachem, z jednym przedsieniem, z 21 filarami”. Można je zatem łączyć z widokiem ciągu kramów, utrwalonym na starej fotografii przedstawiającej okolice dzisiejszego pl. św. Stanisława. Owe „21 filarów” łączyły niewielkie arkadki, które nadawały budynkowi zwiewności i elegancji. Łuki zgodnie z klasycznym porządkiem łączył architraw (belkowanie).
Początkowo na nowo urządzone jatki przynosiły miejskiej kasie nawet do 400 rubli rocznie. Z czasem dochód spadał, bo piekarze przenieśli się do własnych lokali i sklepów w kamienicach. Świat się zmieniał, a z nim rosły wymagania klientów, którzy chętniej zaopatrywali się w lokalach z eleganckimi witrynami sklepowymi. Dlatego z końcem XIX stulecia w 1895 r. znaleziono inny sposób na wykorzystanie arkadek – sprzedawano tutaj owoce, warzywa i zwierzynę (dziką?), którymi dotychczas handlowano pod gołym niebem.

Rzeźnicy pod murami i na Nowym Rynku
Po przebudowie kramów z Rzeźniczej miejskie jatki mięsne znalazły swoje miejsce nad rzeką, tj. wzdłuż ul. Nadwodnej (dzisiaj Parczewskiego), rozpoczynając od poprzecznej Szklarskiej. Maryla Szachówna w swoim przewodniku po Kaliszu z 1927 r. sytuuje ją „za kościołem [św. Mikołaja] nad samą rzeką”. Autorka dalej utyskuje, że kramy przesłaniają fragment dawnych fortyfikacji miasta. Miłośnicy zabytków na pewno nie byliby i dzisiaj zadowoleni z takiego rozwiązania – jatki miały się opierać o stary mur! Jak widać na zachowanej widokówce, kryły się one w skromnym budyneczku nawiązującym do klasycystycznej architektury.
W latach 20. XX stulecia w mieście pojawiły się kolejne jatki. Przebudowano je z dawnej fabryki obuwia mieszczącej się w podwórzu posesji Zofii Schlosserowej przy Nowym Rynku. Na zachowanym w kaliskim Archiwum Państwowym planie sytuacyjnym zostały one zaznaczone w głębi zabudowań biegnących u zbiegu Babinej i rynkowego placu (mniej więcej w środku między ulicami Babiną i 3 Maja). W 1925 r. inwestycja wzbudziła spore kontrowersje w mieście. Dyskusję wywołał radny Pawlikowski. Powoływał się on na przepisy sanitarne mówiące o tym, że jatki mięsne powinny być sytuowane zawsze od frontu, nie w podwórzu posesji. Na miejsce udało się ratuszowa komisja z miejskim lekarzem weterynarii Stefanem Rożnowskim, która obroniła rzeźnicze ławy. „(…) podwórze jest duże, budynek parterowy obszerny, odpowiednio urządzony z podłogą cementową, ma dużo światła (górne oświetlenie), powietrza i przewiewu” – argumentowano. W środku urządzono pojedyncze jatki (dzisiaj pewnie zostałyby nazwane boksami), rozdzielone drewnianymi przegrodami, w górnej części siatką. Z tych powodów kramy bywały nazywane także najzwyczajniej „klatkami”. Na podstawie zaleceń pozostawionych przez komisję można także się dowiedzieć, że rzeźnicze stoły były obite blachą, a w podłodze znajdowały się ściekowe rowki na nieczystości. I tak kramy w podwórzu pozostawiono. Miasto nie miało wyjścia. Ze względów sanitarnych zakazywano sprzedaży mięsa na tzw. „wolnicy”, czyli pod chmurką, a miejsc handlu było ciągle za mało. „Magistrat nie posiadając funduszy na pobudowanie własnych hal mięsnych, zezwolił właścicielce nieruchomości uruchomić własne hale jako prowizorium w budynku pofabrycznym w celu poprawy warunków sanitarnych sprzedaży mięsa i obniżenia cen przez zwiększenia ilości jatek. Jednocześnie zaznaczyć wypada, że urządzenie techniczne nowo urządzonych hal mięsnych przewyższa  urządzenie istniejących jatek cechu rzeźniczego – starych jatek mięsnych, tak samo posiadających dojście przez otwarte podwórze, i wielkiej części sklepów rzeźniczych w mieście” – stwierdzał urzędowy protokół. W 1927 r. starą pofabryczną kotłownię przerobiono na lodownię dla hali.
I oto zagadka, na którą odpowiedź będą znały osoby pamiętające jeszcze przedwojenne czasy lub dobrze je znające z opowiadań dziadków. Według informatora handlowo-przemysłowego wydanego w 1925 r. przez Magistrat Miasta Kalisza, masarzy i rzeźników było 96. W adresach ich działalności bardzo często pojawiają się nazwy: Małe jatki, Duże jatki. Które z opisanych były „małe”, a które „duże”? A może chodzi tu o jeszcze inne miejsce?

Jatki koszerne
Kaliszanie wyznania mojżeszowego zaopatrywali się w oddzielnych kramach. Sprzedawano w nich mięso ze zwierząt zabitych zgodnie z żydowskimi przepisami religijnymi. Budy stały na pewno przy synagodze (okolice dzisiejszego banku przy ul. Parczewskiego), ale „Gazeta Kaliska” z 1895 r. pisała także o pobudowaniu „jatek koszernych pod szopą na tzw. zielonym rynku, gdzie zwykle odbywa się sprzedaż kaszy, za wniesieniem odpowiedniej opłaty na korzyść kasy miasta”. Czy „zielony rynek” to skwer koło synagogi, nie wiemy. Nazwy potoczne, zapisane w języku i mentalności przeszłych pokoleń, często nie łatwo zlokalizować.       
Zubożona architektura
Gdy zapytać o jatki w Kaliszu, chyba jednak najczęściej usłyszymy, że to tam, gdzie stoi społemowski budynek Delicji przy Rzeźniczej (dawnej sklep firmowy Kaliszanki z cukiernią). W swojej siermiężności jest on dzisiaj zaledwie bladym przypomnieniem historii dawnych kramów piekarskich. Arkadki zostały zamurowane już przez Kazimierza Mystkowskiego, właściciela sławnej Fabryki Parowej Pierników i Biszkoptów, który swój zakład przy Rzeźniczej, z tyłu prezbiterium kościoła franciszkanów, uruchomił w 1900 r. Czternaście lat później, podczas pruskiego bombardowania, przedsiębiorstwa spłonęło. Odbudowa nie przywróciła już dawnego stanu, wtedy właśnie bezpowrotnie zniknęły arkadki. Kazimierz Mystkowski był radnym ówczesnego magistratu i skutecznie obronił swojego interesu – mimo żądań architektów, aby spalone fabryczne zabudowania usunąć, tym samym odsłaniając widok na zabytkowy kościół (XIII-wieczne maswerki w prezbiterium), budynki pozostały. 
A my zostaliśmy z ciągle powracającym pytaniem, jak naprawdę powinien wyglądać ten budyneczek i ten fragment miasta. Dzisiaj, kiedy głośno o rewitalizacji śródmieścia, powinniśmy znać odpowiedź. Zubożona architektura może nie pomniejsza naszej wiedzy o przeszłości, ale na pewno zniekształca nasze wyobrażenia i potoczne sądy.

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Reklama
Ankieta
Czy popierasz ideę budowy kontrapasa na ul. Śródmiejskiej?
Nie
91%
Tak
9%
Nie mam zdania
0%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 7.60

ocena: 7.40
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com